Język polski w liceum
 
  Strona startowa
  Lektury na maturę
  Bibliografia i przypisy
  Biblia-Nowy Testament
  Mitologia
  Iliada
  Literatura powszechna średniowiecza
  Makbet
  Romeo i Julia
  Pieśni, Fraszki, Treny
  Odprawa posłów greckich, Psałterz Dawidów
  Bajki, Satyry i Monachomachia I. Krasickiego
  Powrót posła
  Dziady-cz. II i IV
  Dziady-cz. III
  Konrad Wallenrod
  Pan Tadeusz
  Poezje A. Mickiewicza - cz. I
  Nie-Boska komedia
  Śluby panieńskie
  Krzyżacy
  Nad Niemnem
  Pan Wołodyjowski
  Quo vadis
  Opowiadania Stefana Żeromskiego
  Cyprian Kamil Norwid-Poezje
  Chłopi
  Ludzie bezdomni
  Lord Jim
  Moralność pani Dulskiej
  Wesele
  Przedwiośnie
  Ferdydurke
  Szewcy
  Sklepy cynamonowe
  Dżuma
  Folwark zwierzęcy
  Mistrz i Małgorzata
  Zdążyć przed Panem Bogiem
  Tango
  Inny świat
  Mała apokalipsa
  Pamiętnik z powstania warszawskiego
  Krzysztof Kamil Baczyński-Poezje
  Tadeusz Różewicz- Poezje
  Czesław Miłosz- Poezje
  Wisława Szymborska-Poezje
  Zbigniew Herbert- Poezje
Lord Jim

Życie i twórczość Josepha Conrada

 

   Joseph Conrad, pisarz angielski polskiego pochodzenia, najczęściej bywa kojarzony z twórczością marynistyczną. Istotnie, lata spędzone na morzu, samotność, obserwacja ciężkiej pracy fizycznej marynarzy i ekstremalnych warunków kształtujących często nieoczekiwane reakcje – to źródła fascynacji i literackich inspiracji autora Lorda Jima i wielu innych znanych powieści o ludziach morza. Przede wszystkim jednak pisarz ukazuje bohatera w sytuacji trudnego wyboru, ostatecznej decyzji, która później zdominuje jego życie.

   Kim był Joseph Conrad? Jakie były koleje jego polsko-angielskich losów? Jak doszło do tego, że pewnego dnia postanowił zostać pisarzem? Jaki jest dorobek literacki tego autora? Na te pytania poszukamy odpowiedzi w niniejszym rozdziale, by potem, po przypomnieniu treści utworu, przystąpić do omówienia jego problematyki i struktury.

   Daleka była droga Conrada do pisarstwa. Po wczesnej młodości, obarczonej niedolą sybirskiego wygnania, śmiercią matki i smutkiem samotnych dni u boku dogorywającego ojca, a w końcu po sierocych latach w Krakowie – jako siedemnastoletni chłopiec wyrwał się z kraju spętanego tragedią niedawnego powstania, ku niezmierzonemu morzu, ku swobodzie, a w rezultacie ku twardemu życiu na okrętach. Przez lat dwadzieścia pełnił tę służbę rzetelnie, z głębokim poczuciem odpowiedzialności, przemierzając na statkach angielskich dalekie oceany – aż po wyprawie w głąb Afryki, którą przypłacił ciężką chorobą, ale okupił skarbem przełomu duchowego”, zrozumiał, żeteraz musi mówić o tych wszystkich rzeczach albo też pozostać nieznany do końca swych dni”.1

   W tej „skondensowanej” biografii Conrad jawi się jako człowiek ulegający dwu fascynacjom: morzu i literaturze. Polscy krytycy i biografowie zwracali także uwagę na jego związki z pierwszą ojczyzną, Polską, której pisarz nigdy się nie wyrzekł, a nawet – w miarę swoich możliwości – starał się odmienić jej trudny los. Człowiek morza i twórca literatury oraz Polak piszący po angielsku – to dwa główne elementy biografii autora Lorda Jima.

   Joseph Conrad (właściwe nazwisko: Teodor Józef Konrad Korzeniowski) urodził się 3 grudnia 1857 roku w Berdczowie na Ukrainie w rodzinie szlacheckiej. Jego ojciec, Apollo Korzeniowski herbu Nałęcz, radykał, działacz niepodległościowy i pisarz, został aresztowany w 1861 r. Wraz z żoną i pięcioletnim synem podzielił los zesłańców. W głębi Rosji, w     1865 r., umarła chora na gruźlicę matka Józefa, zaś ojciec coraz bardziej zapadał na zdrowiu. Zwolniony z zesłania dzięki amnestii carskiej w 1868 r., z zaawansowaną chorobą płuc i słabym sercem, wyjechał z synem do Lwowa, a potem do Krakowa, gdzie zmarł w 1869 r. Opiekę nad osieroconym Józefem przejął jego wuj, Tadeusz Bobrowski.

   Jako czternastolatek Józef zaczął marzyć o wielkich podróżach morskich, chciał zostać marynarzem. Długo prosił wuja o pozwolenie na wyjazd, ale spotykał się z odmową i narzekaniem na upodobanie rodu Korzeniowskich do ryzyka. Ostatecznie Józef uzyskał zgodę i wyjechał do Francji, by tam rozpocząć życie marynarza. Pływał po Morzu Śródziemnym i uczestniczył w rejsie do Indii. Wprawiał się w morskim rzemiośle, poznawał nowe porty przemycał broń do Hiszpanii.

   Ważną datą w morskiej i literackiej biografii młodego marynarza jest rok 1878. Wtedy rozpoczyna rac pod angielską banderą, odwiedza Anglię i szybko uczy się (od podstaw) języka. Następne lata wypełnia intensywna praca i zdobywanie kolejnych szczebli kariery (drugi i pierwszy oficer, kapitan). W 1886 r. przyjmuje obywatelstwo angielskie i uzyskuje dyplom kapitana. Już wtedy doskonale włada językiem nowej ojczyzny. Wyprawy morskie pogłębiają jego wiedzę o morzu i zachowaniu człowieka wobec żywiołu. Samodzielnie dowodzi statkiem tylko raz, ale odwiedza wiele nowych miejsc pływając pod komendą innych dowódców (Australia, Indie, Syjam, Kongo). Ważnym dla późniejszych losów Jima doświadczeniem jest poznanie wysp Archipelagu Malajskiego. Morski etap biografii Conrada zamyka data 1894.

   Po otrzymaniu spadku zapisanego przez Tadeusza Bobrowskiego Conrad nie musi już tak intensywnie zabiegać o środki na utrzymanie. Osiada na stałe na południu Anglii i postanawia kontynuować pisarskie pasje ojca. Wtedy też przyjmuje pseudonim, w którym daje wyraz przywiązania do obu ojczyzn: angielski zapis dwu imion funkcjonuje odtąd jako nowe imię i nazwisko pisarza. Po dwu latach angielskiej stabilizacji Conrad żeni się z Angielką Jessie George. Obu synów z tego związku stara się uczyć języka polskiego, zapoznaje z tradycjami rodzinnymi i kulturą kraju przodków. Po wyczerpaniu środków z otrzymanego spadku Joseph Conrad, boryka się często z kłopotami finansowymi. Pisarstwo staje się jego stałym zawodem zapewniającym utrzymanie rodzinie.

   Pierwsza powieść – Szaleństwo Almayera – ukazała się w 1895 r., nie odniosła jednak większego sukcesu. Nie od razu też dostrzeżono wartość ideową i literacką Lorda Jima. Utwór powstał w ciągu kilku miesięcy – od września 1899 do lipca 1900 r. Ukazywał się w odcinkach w „Blackwood’s Magazine”. Pisanie na zamówienie sprawiało autorom wiele kłopotów, ponieważ akurat w tym okresie nasiliły się jego problemy zdrowotne (depresja, podagra, malaria). Potem – ścigany terminem – Conrad zmobilizował siły i sprawnie dokończył tekst zaplanowany wcześniej jako znacznie krótszy (nowela). Pierwsze głosy krytyki nie były przychylne utworowi zarzucano niespójność, zbyt długie partie narracyjne i słabości kompozycyjne. Trzeba było czasu, by w pełni ocenić znaczenie Lorda Jima.

   Z czasem doceniono również kolejne dzieła: Jądro ciemności (1902), Nostromo (1904), wspomnienia Zwierciadło morza (1906), nowele U kresu sił, Tajfun. Momentem zwrotnym w karierze literackiej Conrada stała się publikacja powieści Los w 1914 r. Część krytyków przyjęła ją nieprzychylnie, zaś niektórzy z nich, a także czytelnicy, zauważyli i komentowali literackie walory dzieła, które przyniosło autorowi również duże dochody.

   W tym też roku pisarz odwiedził Polskę, zwłaszcza Zakopane, modny wówczas wśród ludzi sztuki ośrodek turystyczny, gdzie wypoczywał wraz z żoną i synami. Właśnie tam poznał bliżej Stefana Żeromskiego, z którym odbył wiele rozmów o literaturze i sprawach polskich. Żeromski, który cenił dorobek Conrada, zwłaszcza powieści Lord Jim oraz Nostromo) i był pod wrażeniem jego sprawności językowej po 40 latach nieobecności w kraju, w 1918 r. upomniał się o polską edycję jego dzieł.2

   Kolejne powieści przyjmowane są już jako utwory uznanego pisarza. Wśród nich do najbardziej interesujących i ważnych zalicza się Zwycięstwo (1925), Smugę cienia (1917), Ocalenie (1920), Korsarza (1925). W prozie Conrad dał upust swoim morskim pasjom. Doświadczenia z okresu spędzonego na żaglowcach pozwoliły mu stworzyć wiele obrazów i sytuacji, które w pogłębionej interpretacji etycznej ukazują warunki życia na morzu i reakcji człowieka w sytuacji osamotnienia (oddalenia od lądu i bliskich) oraz zagrożenia życia (sztorm, uszkodzenie statku). Problematyka moralna tych dzieł stawia je w szeregu najważniejszych wypowiedzi literackich o kondycji i psychice ludzkiej, o konsekwencjach wyboru i wierności zasadom, a także w grupie najznakomitszych utworów marynistycznych. Zaskakujące są osiągnięcia Conrada w zakresie odkrycia melodii i nowych wyrazowych połączeń w języku angielskim – pisał po angielsku na sposób polski. Może właśnie świeżości spojrzenia na nowy system językowy pisarz zawdzięcza swoją rangę wśród twórców wychowanych w tamtej kulturze.

   Bardziej krytycznie oceniali Conrada krytycy i literaci polscy. Pomawiali go o odejście od polskości, a nawet o zdradę ojczyzny i sprzedawanie talentu obcym. Taka postawa – zdrady i interesowności – była jednak pisarzowi obca. Wiele myślał o kraju dzieciństwa, starał się zachwycić nim urodzonych w Anglii synów. Nie tylko umieszczał „polskie akcenty” w swojej prozie, (np. Janko Góral, Korsarz, esej Zbrodnia rozbiorów), ale podejmował starania o wyrwanie Polski z niewoli (memoriał Uwagi o sprawie polskiej). Nie był w stanie podjąć obrony swojego stanowiska i nie odpowiadał na zarzuty. Niejednokrotnie też próbowano interpretować jego utwory według klucza biograficznego. W tym aspekcie Lord Jim miałby być wyznaniem poczucia winy, świadomości zdrady, kompleksu oderwania od ojczyzny i ideałów wpajanych mu przez ojca – działacza niepodległościowego. W pewnym sensie te interpretacyjne sugestie również miały charakter oskarżenia.

   Joseph Conrad zmarł 3 sierpnia 1924 r. na atak serca w Bishopsbourne, w Anglii. Został pochowany w Canterbury, zaś na grobie wyryto jego polskie nazwisko. Wierność polskiemu pochodzeniu potwierdza fakt, że nie przyjął angielskiego tytułu szlacheckiego.3

 

 

Streszczenie utworu

 

   Powieść składa się z czterdziestu pięciu rozdziałów. Tekst poprzedzony jest dedykacją: Państwu G. F. W. Hope z wdzięcznym przywiązaniem wieloletniej przyjaźni (5)5, a także mottem: Jest pewne, że moje przekonanie staje się nieskończenie silniejsze z chwilą, gdy uwierzy w nie inna dusza – Novalis (6) i przedmową autora. Pisarz odpowiada w niej na zarzuty krytyków stwierdzeniem, że możliwe jest snucie długich opowieści i pod tym względem rozległe partie narracyjne są jak najbardziej uzasadnione.

   Powieść zaczyna się charakterystyką tytułowego bohatera: Brakowało mu cal – może dwa – do sześciu stóp wzrostu, byt potężnie zbudowany, a gdy szedł prosto na kogoś, patrząc nieruchomo spode łba, z pochylonymi nieco plecami i wysuniętą głową, przypominał nacierającego byka. Glos miał głęboki, donośny; z zachowania jego przebijała jakby uparta, pewność siebie: w której nie było nic agresywnego (11). Urodził się na plebani (13). [...] Probostwo należało do rodziny już od pokoleń; Jim byt jednym z pięciu synów, a gdy naczytał się lekkiej, wypoczynkowej literatury, ujawniło się jego powołanie do służby na morzu i wysłano go od razu nastatek szkolny dla oficerów marynarki handlowej”.

   Nauczył się tam chodzenia po bramrejach i trochę trygonometrii. Lubiono go ogólnie. Był trzecim w nawigacji i wiosłował jako wzorowy w pierwszym kutrze. Nie podlegał zawrotom głowy, a że miał przy tym bardzo silny organizm, wykazał dużo zręczności w pracy na masztach. Jego stanowisko manewrowe było na marsie fokmasztu. Patrzył stamtąd często w dół z pogardą człowieka, który ma błysnąć odwagą wśród niebezpieczeństw (13-14). Jako syn pastora otrzymał odpowiednie wychowanie i wyposażony w system trwałych wartości wyruszył w świat z nadzieją na wspaniałe przygody i okazję, by sprawdzić się jako heroiczny, dzielny człowiek potwierdzający swoim życiem wagę otrzymanych nauk. Dalej można przeczytać wspomnienie zdarzenia na szkolnym statku, podczas praktyki, kiedy to jego koledzy brawurowo popłynęli ratować rozbitków w czasie burzy. On wtedy zawahał się i było za późno, by dołączyć do grupy śmiałków. Chociaż kapitan zrozumiał i zaakceptował jego postępowanie, a Jim lekceważąco odnosił się do przechwałek kolegów, wydarzenie to trwale zakorzeniło się w jego pamięci. Przed sobą samym tłumaczył, że jest stworzony do bardziej odpowiedzialnych i niebezpiecznych zadań. Po dwu latach, kiedy otrzymał dyplom, wyruszył na morze. Jego praca przebiegała zbyt spokojnie, by mógł realizować swoje górnolotne marzenia o odważnych czynach, zaś wypadek, po którym przebywał w szpitalu, związany był z uderzeniem belką podczas sztormu, nie z ofiarną akcją na morzu.

   Zwrotnym momentem w życiu Jima stało się podjęcie służby na starym parowcu „Patna”, który przewoził ośmiuset pielgrzymów: kolorowych mężczyzn, kobiety i dzieci. Przybyli z samotnych chat stojących wśród puszczy, z ludnych kampungów, z nadmorskich wiosek. Na zew idei opuścili swe lasy, polanki, opiekę swych władców, swój dobrobyt, swą biedę, krainę swej młodości i groby ojców. Przybyli okryci pytem, potem, brudem,  łachmanami – mężczyźni w sile wieku na czele rodzin, wychudli starcy dążący naprzód bez nadziei powrotu; młodzi chłopcy o nieulękłych oczach, rozglądający się ciekawie, trwożliwe dziewczątka o długich , poplątanych włosach, nieśmiałe, zakwefione kobiety, które cisnęły do piersi uśpione niemowlęta, okutane w luźne końce zbrukanych zasłon – nieświadomi pielgrzymi, posłuszni surowym wymaganiom swej wiary (22).

   Po wielu monotonnych dobach rejsu, wypełnianych czasem marzeniami Jima o okazjach do wielkich czynów, dno statku zostało uszkodzone. Wypadek groził zatonięciem. Jim przypomniał sobie w tym momencie wszystkie słabości parowca – od przerdzewiałej grodzi po małą liczbę szalup ratunkowych – i zdał sobie sprawę ze śmiertelnego zagrożenia wszystkich podróżujących. Odtąd wypadki następowały po sobie bardzo szybko. Kapitan Niemiec-renegat z Nowej Południowej Walii (22) oraz pozostali biali członkowie załogi bez skrupułów opuścili statek i gwałtownie zachęcali Jima, by również wskoczył do spuszczonej na wodę łodzi.

   O zdarzeniach tej nocy czytelnik dowiaduje się z relacji Marlowa, świadka w procesie, podczas którego osądzono i skazano Jima, oraz z bezpośrednio przytoczonych słów samego bohatera, wypowiedzianych podczas rozmowy w restauracji hotelowej (Marlow zaprosił go, by bliżej poznać okoliczności sprawy i zrozumieć motywy działania tego wzbudzającego zaufanie młodzieńca).

   Jim postanawia pomóc pielgrzymom uwalnia z umocnienia pozostałe lodzie, ale równocześnie zastanawia się nad reakcją ludzi, dla których braknie w nich miejsca. – Nie mogłem uciekać – zaczął Jim. Kapitan uciekł, niech mu tam. Ja nie mogłem i nie chciałem. Wszyscy oni wykręcili się z tego tak czy owak, ale mnie to nie przystoi (80). Jest w sytuacji niezwykle trudnej, zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie uratować wszystkich podróżnych. Zapewnił mnie, że nie chciał się ratować. Jedna tylko wyraźna myśl to przychodziła mu do głowy, to znikała: ośmiuset ludzi i siedem łodzi; ośmiuset ludzi i siedem łodzi.

   – Ktoś mówił głośno w mojej głowie powiedział trochę nieprzytomnie. – Ośmiuset ludzi i siedem łodzi, i ani chwili czasu!

   Niech pan się tylko zastanowi. Pochylił się ku mnie nad małym stolikiem, a ja usiłowałem uniknąć jego wzroku. – Czy pan myśli, że balem się śmierci? – zapytał bardzo cicho i zapalczywie. Opuścił na stolik otwartą dłoń z taką silą, że filiżanki od kawy podskoczyły. – Przysięgam, że nie... Nie, na Boga! – Wyprostował się i skrzyżował ramiona; głowa mu opadła na piersi (95-96).

   Wywołany w umyśle obraz ludzi topiących się wzajemnie w oszalałych próbach ratunku, gwałtowne okrzyki zachęcające do ratowania własnego życia, moment słabości i przerażenia decydują o opuszczeniu przez oficera tonącego statku. Zaraz po skoku zdaje sobie sprawę z potwornego czynu – opuścił bez udzielenia pomocy powierzonych jego opiece, nieświadomych sytuacji pielgrzymów. Może i nie bał się śmierci, ale wiecie, co wam powiem? – bał się krytycznej sytuacji. Przeklęta wyobraźnia roztaczała przed nim całą okropność panicznego popłochu: gwałtowny pęd ludzi tratujących wszystko po drodze, żałosne krzyki, tonące łodzie – straszliwe okoliczności towarzyszące wszelkim katastrofom na morzu, o jakich kiedykolwiek słyszał. Może i pogodził się z myślą o śmierci, ale podejrzewam, że chciał umierać bez tej strasznej grozy, spokojnie, jak gdyby ich m transie (96-97).

   Jim naruszył prawo morskie i wystąpił przeciwko podstawowym zasadom etyki i honoru. Nie może przestać myśleć o tym co zrobił, jest niespokojny, nie chce więcej uciekać, sam domaga się kary, chociaż pozostali członkowie załogi nie stawili się na procesie. W towarzystwie Marlowa na nowo rozpamiętuje kolejne sekundy od nagłego szarpnięcia statkiem do opuszczenia go i ucieczki. Czuje się jak łotr, dla którego nie ma usprawiedliwienia, ale jednocześnie pragnie, by ktoś go wysłuchał i zrozumiał. Wszystko polega na tym, żeby człowiek był w pogotowiu. Ja nie byłem; nie byłem – wtedy. Nie chcę się usprawiedliwiać; ale tak bym chciał wytłumaczyć, tak bym chciał, żeby ktoś zrozumiał, ktokolwiek, choćby tylko jeden człowiek! Pan! Dlaczegóżby nie pan? (90).

   Kapitana, oficera i dwóch mechaników z tonącej „Patny” ocaliła załoga „Avondale”, zaś uszkodzony statek z kilkusetosobową grupą pasażerów doholował do brzegu okręt francuski. Wypadek zakończył się uratowaniem tych ludzi, co w żadnym razie nie zwalnia Jima od odpowiedzialności. Czuje do siebie wielką niechęć i obrzydzenie, sam nie może pojąć jak mógł zareagować w ten sposób, dlaczego opuścił zagrożonych śmiercią ludzi, którzy zawierzyli fachowości i etyce białych. Swoim czynem zrównał się z pogardzanymi przez siebie członkami załogi – ludźmi skłonnymi do opilstwa i jakichś ciemnych interesów.

   Według prawa Jim ponosi odpowiedzialność za porzucenie na morzu tonących. Wzbudza jednak sympatię składu orzekającego. Sędzia Brierly dyskretnie sugeruje Marlowowi, by skłonił go do ucieczki, jednak propozycja ta zostaje natychmiast odrzucona – Jim postanawia odbyć karę (przynajmniej tyle może teraz zrobić, by ratować nadwątlony honor). Sąd pozbawia oskarżonego dyplomu oficerskiego, ale to nie uspokaja jego sumienia. Jim odsłania przed Marlowem swoje myśli, rozterki, komentarze. Można dostrzec wielką złożoność psychiki ludzkiej nie poddającej się tak łatwym osądom i wyrokom, jakie zapadają na salach sądowych, gdzie rozważa się tylko konkretne, widoczne, udowodnione fakty.

   Poruszony skruchą Jima i honorowym stawieniem się na procesie Marlow postanawia pomóc pozbawionemu możliwości wykonywania zawodu, surowemu wobec siebie skazanemu. Nie będzie mógł wrócić do rodzinnego domu – z takim obciążeniem winą nie może pokazać się ojcu, zacnemu, szanowanemu człowiekowi o nieposzlakowanej opinii. W tym stanie psychicznym, roztrząsając ciągle elementy tamtych zdarzeń, Jim mógłby – obawia się Marlow – całkowicie się załamać. Dzięki listowi polecającemu do przyjaciela Marlow pomaga Jimowi znaleźć pracę, którą porzuca jednak po kilku miesiącach, gdy nieoczekiwane spotkanie drugiego mechanika z „Patny” na nowo rozjątrza ranę. Kolejne miejsce zatrudnienia (akwizytor w firmie dostawców okrętowych Egströma i Blake' a) z podobnych powodów jest tylko tymczasowym wytchnieniem od wspomnień. Kolejne porty, nowi ludzie i te same myśli, które na skutek rożnych bodźców wracają jak bumerang, zmuszają Jima do nowych zmian i podroży. Marlow nadal interesuje się losem byłego oficera z „Patny”. Po kolejnym spotkaniu z nim postanawia udać się po radę do przyjaciela Steina, który zarządza siecią handlową posiadającą swoje placówki w różnych portach, mając nadzieję, że jako człowiek wrażliwy, kolekcjoner chrabąszczy, idealista i marzyciel, z pewnością zrozumie trudną sytuację Jima. Niedługo potem Jim otrzymuje propozycję objęcia posady dyrektora stacji handlowej, którą dotąd zarządzał człowiek o nie najlepszej opinii – Portugalczyk Cornelius. Nowym miejscem jest Patusan, egzotyczna wyspa położona w Archipelagu Malajskim, zamieszkiwana przez dzikie plemię Bugisów. Wyposażony w oficjalny list do Corneliusa odwołujący go ze stanowiska oraz srebrny pierścień (rodzaj poręczenia) dla Doramina (naczelnika plemienia) Jim z nowymi nadziejami i marzeniami wyrusza w podróż do tajemniczej krainy.

   Kiedy przybył, społeczność Bugisów była w niezmiernie ciężkiej sytuacji. – Bali się wszyscy – opowiadał mi Jim – każdy się bal o swoją skórę; a ja widziałem jak na dłoni, że muszą natychmiast coś zrobić, jeśli nie chcą zmarnieć jeden za drugim, między radżą i tym włóczęgą Szarifem. – Ale zrozumieć położenie to było jeszcze mało. Kiedy już powziął swój projekt, musiał go wbijać w oporne umysły, przezwyciężając zapory strachu i samolubstwa. Udało mu się wreszcie. To też było mało. Trzeba było obmyślić sposób działania. Jim ułożył plan bardzo śmiały; a i wówczas jeszcze zadanie było rozwiązane dopiero w połowie. Musiał natchnąć swoją wiarą wielu ludzi, którzy mieli ukryte lub bezsensowne powody do trzymania się na boku; musiał załagodzić niedorzeczne zawiści i wyperswadować głupie wątpliwości wszelkiego rodzaju. Nie byłoby mu się udało, gdyby nie powaga, jaką się cieszył Doramin, i gdyby nie ognisty zapał jego syna (277-278).

   Patusan okazuje się wyspą targaną różnymi niepokojami i walkami. Doramin nie potrafi ujarzmić radży Tunku Allanga, wyjątkowo chciwego i niegodziwego człowieka, który stale zagraża bezpieczeństwu tubylców. Uwięziony Jim postanawia uciec i przedostaje się do Doramina. Pierścień ułatwia mu zdobycie zaufania najważniejszej osoby na wyspie. Innym problemem Patusanu jest agresja ze strony Szarifa Alego (pół-Araba) – bandyty i rabusia. Jim wraz z nowym przyjacielem Dainem Warisem, synem Doramina, doprowadza do pokonania i podporządkowania Tunku Allanga i opanowania opryszków Alego. Oni dwaj, a także pozbawiony stanowiska Cornelius, są odtąd wrogami Jima (próbują go zgładzić). Tymczasem jednak, zmuszeni do ustąpienia, czekają na dogodną okazję, by się odegrać na przybyszu.

   Jim poznaje warunki życia i kulturę plemienia Bugisów, którzy wraz z Doraminem traktują go jak swego przywódcę, otaczają szacunkiem i wdzięcznością za wybawienie z nieszczęść. Nowy tuan (lord) staje się gwarantem ich bezpieczeństwa. Wyczuwają jego życzliwość i liczą na opiekę, której spodziewali się po mądrym, wykształconym, cywilizowanym białym człowieku. Pokojowa polityka sprawia, że Jim zyskuje wielki autorytet, a kraj staje się miejscem bezpiecznym i dobrze się rozwija. Marlow, który po dwu latach odwiedza Jima w Patusanie, jest pod wrażeniem jego nowej pozycji. Ponadto niedawny bankrut moralny i samotnik, stał się przyjacielem Daina Warisa, wybitnego młodego człowieka, syna naczelnika plemienia, oraz ukochanym delikatnej, pięknej i mądrej dziewczyny, wychowanicy Corneliusa, którą osierociła jej matka (żona tego okrutnego człowieka). Jim nazwał ją Klejnotem, by oddać w tym imieniu jak jest mu droga. Dziewczyna żyła w tak bezwzględnym zapatrzeniu się w niego, że przejęła coś z zewnętrznego wyglądu Jima, cos, co przypominało go w ruchach, w sposobie wyciągania ręki, oglądania się, rzucania spojrzeń. Niezmierne natężenie jej czujnej miłości sprawiało, że można było prawie wyczuć tę miłość zmysłami; zdawała się naprawdę istnieć w przestrzeni naokoło Jima, otaczając go jak szczególny aromat, trwając w słońcu niby drżąca, stłumiona, namiętna nuta (300). Wydawałoby się, że nic nie może zakłócić szczęścia kochanków ani naruszyć spokoju malajskiej krainy.

   Po upływie roku od wyjazdu Marlowa z Patusanu nagle odmienia się sytuacja Jima i oblicze kraju. Dzieje się tak za sprawą grupy białych bandytów, którym przewodzi Brown. Skradzionym hiszpańskim szkunerem docierają oni do wybrzeży Patusanu, podczas gdy Jim znajduje się w głębi lądu. Obronę przed atakiem łupieżców przygotowuje tymczasem Dain Waris, jednak zgodnie z wolą Bugisów czeka na powrót tuana. Sytuację tę wykorzystuje Cornelius, który stara się skłonić Browna do zabicia Jima. Wtóruje mu w tym człowiek Tunku Allanga Kassim. Brown jednak sam liczy na pomoc Jima w opanowaniu wyspy (zdaje sobie sprawę, że jego ludzie, nieliczni i wygłodniali, nie pokonają tubylców). Brown przekonuje się jednak, że tego rodzaju ugoda nie wchodzi w rachubę. Sprytnie podchodzi Jima, zadaje pytania, budzi wątpliwości – z relacji Marlowa wynika, że aluzje do jakichś wspólnych przeżyć i podobnych wspomnień poruszyły tuana do głębi i uśpiły jego czujność. Ufając słowom przybysza (człowieka o rzekomo podobnej psychice), że pragnie z towarzyszami zaspokoić głód, pozostawia mu broń i puszcza wolno. Przekonuje do swojej decyzji ufających mu Bugisów. – Puśćcie ich, tak będzie najlepiej według mojego zdania, które jeszcze nigdy was nie zawiodło – nalegał Jim. Wszyscy zamilkli. Wśród mroku dziedzińca słychać było stłumiony gwar i dreptanie tłumu. Doramin podniósł ciężką głowę i wyrzekł, że wprawdzie czytać w sercach jest równie trudno jak dotknąć ręką nieba, ale... zgadza się. Inni wypowiadali kolejno swe zdanie.To najlepszy sposób” – „Puścić ich wolno– i tak dalej. Ale większość obecnych rzekła po prostu, że „ufają tuanowi Jimowi” (416).

   Tymczasem inicjatywę przejmuje Cornelius, który od dawna czekał na taką okazję. Zdradza Brownowi tajemne przejście i kieruje go na oddział Daina Warisa. Syn Doramina ginie wraz z innymi mieszkańcami Patusanu. Jim nie może sobie darować swojej naiwności i łatwowierności. Naraził na śmierć wielu ludzi, a wśród nich najwierniejszego przyjaciela. W rozpaczy i poczuciu bezsilności wobec nieodwracalnych zdarzeń postanawia udać się do Doramina. Ukochana Jewel (Klejnot) wraz z wiernym sługą Tamb’ Itamem starają się odwieść go od tej decyzji; zdają sobie sprawę z tego, że tuana czeka tam śmierć. Jim oczywiście również rozumie ból Doramina i właśnie dlatego chce swoim życiem zapłacić za zabicie Daina. Nie mam odwagi powtórzyć, co mi mówiła o chwilach, które spędziła na mocowaniu się z Jimem o swoje szczęście. Ciągnęło się to z godzinę lub dłużej. Niepodobna przeniknąć, czy miał jeszcze jakąś nadzieję, czego oczekiwał, co sobie wyobrażał. Był nieugięty; a im bardziej się czuł osamotniony w swoim uporze, tym wyżej jego duch zdawał się wznosić ponad gruzy walącego się życia.Walcz” – krzyczała do niego. Nie mogła zrozumieć! Nie było już o co walczyć. Jim chciał dowieść swej siły w inny sposób – pokonać sam złowrogi         los (433). Nie pomagają prośby kochających go osób, nie powstrzymuje miłość do Klejnotu. Tym razem Jim nie może się cofnąć. Z godnością i odwagą, a także z poczuciem winy staje przed naczelnikiem plemienia. Z chwilą kiedy Doramin podniósł broń, tłum stojący za Jimem rozpierzchnął się, a po strzale rzucił się naprzód zgiełkliwie. Mówią, że biały cisnął w prawo i lewo – na wszystkich tych ludzi – dumne, nieugięte spojrzenie. Potem, z ręką na ustach, padł na twarz martwy (439). Narrator sugeruje w komentarzu, że Jim odszedł nie uzyskawszy przebaczenia, otoczony mglistą tajemnicą, nieprzenikniony, zapomniany – i niezwykle romantyczny. Nawet w najszaleńczych dniach swych chłopięcych rojeń nie mógł wymarzyć tak czarownej wizji, tak tryumfalnego wyniku! (439). Powieść kończy się stwierdzeniem, że Jewel zamieszkała w domu Steina i prowadzi głuche, martwe życie (440), podczas gdy on sam odczuwa upływ czasu, mówi, że niedługo trzeba będzie to wszystko... opuścić (440).

 

 

Główne zagadnienia

 

   Powieść psychologiczna czy – jak ją często określano – psychologiczno-moralna Lord Jim ukazuje świat marzeń, działań, refleksji, zmagania się z sobą samym tytułowego bohatera. Nie jest to postać jednoznacznie nakreślona, nie poddaje się łatwym ocenom czy próbom „zaszufladkowania”. Właśnie na tym polega jej urok i wartość, że mówi prawdę o skomplikowanej psychice, o słabości rozumu planującego i porządkującego życie człowieka wobec tego, co w nim tajemnicze, nieodgadnione, nieoczekiwane, nieprzewidywalne. Wątek psychologiczno-moralny ukazuje Jima najpierw poprzez jego marzenia o wielkich czynach, poprzez jego wyobrażenia o sobie, że zawsze będzie zdolny do heroicznej postawy, że nie ulęknie się śmierci. On, miłośnik Szekspira, wychowywany w szacunku do wielkich wartości, wśród których na czoło wysuwa się zwyczajne poczucie obowiązku i honor, z lubością oddaje się rojeniom o własnej wielkości. Życiowa próba stawia go w sytuacji bankruta: nie podjął jedynie słusznej decyzji o ratowaniu pasażerów zagrożonych śmiercią w tonącym parowcu, a więc zniszczył swoje ideały, pogrzebał marzenia, przekonał się, że nie było go stać na męstwo. Zamiast odpowiedzialności, heroizmu i honoru Jim odnalazł w sobie. Słabość, o którą nigdy sam siebie nie mógłby podejrzewać (wypadek podczas szkolenia zinterpretował na własny użytek jako zdarzenie, w którym nie chciał wziąć udziału). Właśnie konieczność dokonywania wyborów, relacja między światem marzeń a rzeczywistością, osobista tragedia bohatera, który podjął brzemienną w skutkach decyzję determinującą całe jego przyszłe życie to zespół głównych zagadnień budujących psychologiczno-moralną warstwę powieści.

   Losy Jima po ogłoszeniu wyroku pozbawiającego go oficerskiego dyplomu są okazją do prezentacji bohatera o szczególnie wrażliwej psychice, który nie może zapomnieć tragicznej nocy na „Patnie”, ciągle jest narażony na odświeżanie przykrego wspomnienia, ucieka przed osobami i wszelkimi skojarzeniami z owym momentem słabości. Nowy rozdział w jego życiu rozpoczyna propozycja Steina. Na Patusanie Jim odzyskuje równowagę psychiczną: Ta część utworu ma już raczej cechy powieści obyczajowej (a nawet w pewnych fragmentach kryminalnej) z równoczesnym zachowaniem tendencji do interpretacji zdarzeń w aspekcie moralnym. Konfrontacja postaw cywilizowanych białych i „dzikich” kolorowych ostatecznie – wbrew utartym przekonaniom – stawia wysoką ocenę prostemu ludowi Bugisów. Brown i jego banda, a także Cornelius to ludzie zdolni do największej podłości, do grabieży i mordu. Wysoka kultura i etyka Europejczyków okazują się tylko nic nie znaczącą opinią pozorem, fałszem. Honor białego człowieka – jak się okazało – nie jest wartością stałą. Z powodu lekkomyślnego zaufania słowu Browna Jim doprowadził (w dobrej wierze) do zburzenia ładu i bezpieczeństwa w patusańskim świecie. Jim został więc najpierw ukazany wśród ludzi morza (tu również brak odpowiedzialności i honoru ze strony białej załogi statku skonfrontowany jest z zaufaniem ciemnoskórych pielgrzymów), potem na tle egzotycznej przyrody i zwyczajów ludności zamieszkującej odległą wyspę Archipelagu Malajsklego. Najpierw czytelnik dowiaduje się o jego pochodzeniu, charakterze, marzeniach, by później poznać rozterki i dramat człowieka, który zdradził swoje ideały i towarzyszyć mu w próbach oderwania się od osaczającej świadomości własnego upadku moralnego. Czas szczęścia i powodzenia wśród Bugisów jest jednak, by użyć morskiej frazeologii, ciszą przed burzą. Spokój i trzeźwość myślenia Jima zakłóca sprytnie zasiana wątpliwość, zaledwie sugestia, że losy jego i Browna mogłyby być podobne. Znowu wraca prawda o kruchości, podatności na wpływy psychiki okaleczonej moralnym nadużyciem, choćby nawet miało miejsce przed wieloma laty. Jim ma niepowtarzalną szansę, płacąc życiem za tragedię, której stał się przyczyną (śmierć Daina Warisa i Bugisów) odbudować swoją wielkość, powrócić do wzniosłych romantycznych ideałów. Ma taką możliwość, ale może jeszcze raz uciec. Kolejna sytuacja tragicznego, trudnego wyboru zostaje przez bohatera rozstrzygnięta bez wahania i jednoznacznie. Mimo marzeń o szczęściu z Jewel nie ucieka przed śmiercią – karą, ale jednocześnie nadzieją na przywrócenie sobie godności. Dumna decyzja Jima po raz ostatni w tej powieści podkreśla najważniejsze zagadnienie rozważane na jej kartach – nie można uniknąć życiowych wyborów, zwłaszcza tych tragicznych, kiedy nie ma bezpiecznego i szczęśliwego rozstrzygnięcia, każde z nich wiąże się bowiem z tragicznymi skutkami. Jednak dokonanie wyboru, jak w antycznej tragedii, jest koniecznością. Może prowadzić do zguby innych lub ocalić drugiego człowieka (grupę ludzi) za cenę klęski własnej bohatera (od razu trzeba przypomnieć, że klęska w wymiarze ludzkim, ziemskim – np. śmierć – jest najczęściej równoznaczna z duchowym zwycięstwem – z triumfem głoszonych ideałów i zasad).

   Wśród wielu poruszanych w powieści zagadnień na czoło wysuwają się wierność ideałom i problem tragicznego wyboru. Pod tym kątem również, ze wskazaniem kondycji moralnej, w dużej mierze przebiega prezentacja postaci.

 

 

Sylwetka tytułowego bohatera

 

   Charakterystyka tytułowego bohatera oraz przedstawienie jego losów i tajników psychiki zostały rozdzielone w powieści na dwa głosy. Jeden z nich należy do Marlowa, Anglika, kapitana, świadka podczas procesu, zaś drugi jest głosem samego Jima. Marlow – bohater i narrator – wiele wie o pochodzeniu, wychowaniu, wykształceniu i kolejach życiowych głównej postaci. Nie jest jednak narratorem wszechwiedzącym, czasem wprost przyznaje się do tego ujawniając pewne wątpliwości. Jest jednak osobą życzliwą Jimowi, a nawet szczerze przejętą jego problemami. Stara się nie osądzać go, ani nie przydaje mu jednoznacznych etykiet, raczej dąży do zrozumienia złożoności jego psychiki. Postanawia pomóc temu dziwnemu człowiekowi, który wbrew sobie popełnił przestępstwo, nie próbuje uniknąć kary, ale zmaga się ze zmorami wspomnień konfrontowanych z dawnymi ideałami, bo imponuje mu właśnie tymi ludzkimi rysami: nie jest doskonały, ale marzy i dąży do doskonałości. Dla angielskiego kapitana wielkie znaczenie ma honor, o który Jim sam walczy z sobą.

   Niektóre elementy charakterystyki pochodzą wprost od Jima. Relacjonując spotkanie w restauracji hotelu „Malabar” Marlow przywołuje zdania wypowiedziane przez Jima i dodaje od siebie komentarz o jego zachowaniu, napięciu psychicznym. Okoliczności wypadku na „Patnie”, poszczególne sekundy, gesty, słowa, czytelnik poznaje więc z bezpośredniej relacji uczestnika zdarzenia.

   Jim wzbudzał zaufanie, sprawiał wrażenie uczciwego, spokojnego, zrównoważonego młodzieńca. Był to ten rodzaj człowieka, któremu by się oddało – na podstawie jego wyglądu – statek w opiekę, mówiąc dosłownie i w przenośni (52). Innym razem Marlow stwierdza: Był w dobrym gatunku; byt jednym z nas (87). A więc jaki? Kulturalny młody Europejczyk, honorowy, uczciwy, odpowiedzialny, wykształcony, kierujący się powszechnie uznanymi zasadami moralnymi. Prześledźmy jednak kolejne etapy życia Jima.

   Przyszły marynarz, syn pastora, otrzymał dobre wychowanie (zdolność odróżniania dobra od zła, poczucie odpowiedzialności i godności, system wartości etycznych opartych na Biblii – podstawowych, prostych i jednoznacznych). Zdobywał wiedzę z myślą o pracy na morzu. Marzył o wielkich przygodach, poznawaniu obcych lądów i stykaniu się z ryzykownymi sytuacjami, w których zawsze wykazywałby się odwagą i niezłomnością zasad. Jako oficer nadal ulegał dawnym iluzjom. Krążąc samotnie po pokładzie podczas monotonnych rejsów wracał do chłopięcych romantycznych rojeń. Miał zdolność właściwej oceny ludzi, dostrzegał ich słabości i ułomności charakteru (opinia o członkach załogi na „Patnie”), ale unikał krytyki i dyskwalifikujących osądów. Na marzycielską, żądną przygód naturę Jima przyszło nagłe otrzeźwienie po skoku do łodzi ratunkowej. Ów skok ma tu znaczenie niejako symboliczne: to szybki ruch, nie poprzedzony refleksją, znak źle dokonanego wyboru. Oddziela on w biografii bohatera etap młodzieńczych uniesień od brutalnej rzeczywistości, która uświadomiła mu jego nikczemność. W jednej chwili stał się przestępcą, człowiekiem niehonorowym, tchórzliwym, niegodnym zaufania, dbającym tylko o siebie – ta samoocena nie pokrywa się z odbiorem osoby Jima przez innych bohaterów, którzy zdają sobie sprawę, że wyjątkowe sytuacje na morzu są niekiedy zbyt trudną próbą charakteru. Skład osób orzekających o winie Jima dostrzega jego wolę wyznania prawdy, poczucie winy i tragizm sytuacji. On sam nie pojmuje dlaczego porzucił statek.

   Badacz twórczości Conrada – Róża Jabłkowska – zauważa takie te cechy Jima, które kłócą się z wzorem gentlemana. Zamiast kierować się rozumem i trzeźwością Jim rządzi się impulsem, dyktowanym mu przez instynkt, a jeszcze silniej przez wyobraźnię. Brakuje mu i takich cechangielskiegocharakteru, jak panowanie nad sobą i przezorność w przeciwnościach. Zamiast tych ostatnich pojawiają się przymioty Anglikom na ogół nie znane: przesadna drażliwość, uczulenie na traktowanie przez innych, wygórowana duma, zaczepność jako reakcja na słuszne zarzuty. Cechy te wskazują na naturę egzaltowaną, temperament gwałtowny i szybkie, nie przemyślane odruchy na bodźce zewnętrzne. [...] Najbardziej nieangielskim rysem jest absolutny brak poczucia humoru, branie siebie i innych nadzwyczaj serio, bez zachowania właściwych proporcji, oraz uporczywe trzymanie się nieżyciowego, wyimaginowanego ideału, egoistyczne dążenie do jego urzeczywistnienia wbrew rozsądkowi, za cenę niewspółmiernie wielkich wysiłków.6

   Tytułowy bohater powieści Jest więc osobowością złożoną, skomplikowaną, me pozwalającą się jednoznacznie scharakteryzować. Jego młodzieńczy idealizm nie wytrzymuje próby życiowego realizmu. Jim popełnia jednak czyn, który nie do końca można utożsamiać z jego winą. Nie stać go na trzeźwą analizę sytuacji, jego psychika mu na to nie pozwala. Dokonanie niewłaściwego wyboru owej tragicznej nocy na „Patnie” zrewidowało jego romantyczne, marzycielskie skłonności i jeszcze bardziej wzmocniło reakcję na otoczenie. Jim czuje na sobie spojrzenia ludzi, wydaje mu się, że jest powszechnie potępiony. Narasta poczucie winy, a równocześnie chęć ucieczki od uporczywych myśli. Teraz nie jest to już żądny wspaniałych przygód młody człowiek, który starał się upodobnić do bohaterów romantycznych i widział siebie w roli wybawiciela ratującego tonących. Jest rozbity wewnętrznie, popychany jak ten żółty pies, który stracił orientację, dokąd się udać (79-80). Czuje się teraz gorszy, podły, bierze do siebie słowa o kundlu, podczas gdy naprawdę chodzi o zabłąkanego psa.

   Wydaje się, że pomoc Marlowa ocaliła Jima. Możliwość wyrzucenia z siebie bardziej rzetelnej prawdy o zdarzeniach, niż było to możliwe podczas procesu, pozwoliła mu zwerbalizować swoje myśli, wrażenia, uczucia a więc podjąć próbę oczyszczenia się (wyznanie winy) przed drugim człowiekiem i sobą samym. W tym stanie nie byłby zdolny do zorganizowania sobie przyszłości, dlatego kolejne posady wyjednane przez Marlowa pozwalają mu wypełnić czas. Nie stać go jednak na kompromisy i wytrwałość. Kolejne ucieczki pogłębiają poczucie klęski. Patusan jest szansą, która ma go odrodzić i wynagrodzić okres uciążliwych ucieczek.

   Krytyka postawy romantycznej Jima nie jest jednak równoznaczna z całkowitym jej odrzuceniem. Dalszy rozwój wydarzeń i ewolucja psychiczna Jima nie prowadzą jednak do porzuceniaromantyzmu”, ale do zmiany jego postaci. Jim uświadomił już sobie swoją słabość, ale nie porzucił szczytnych ideałów postępowania.7 Romantyzm Jima wyraża się teraz w wyczuleniu na problem społeczne na krzywdę i bezsilność Bugisów wobec zorganizowanej przemocy, życzliwość wobec prostych ludzi, którym stara się przewodzić z myślą o ich szczęściu i bezpieczeństwie (a wcześniej o wyzwoleniu spod terroru bandytów). Nowoczesnym rysem Jima są jego demokratyczne przekonania, uznanie równości wszystkich ludzi, traktowanie w jednakowy sposób białych i kolorowych. Te rysy i pojęcia „honorowego” człowieka według polskich wzorów są wkładem Conrada, są jego osobistym, własnym studium charakteru Anglików.8 Uczuciowa, wrażliwa natura Jima ma więc w Patusanie wielkie pole do popisu. W świecie białych czuł się wyobcowany, odrzucony, nieszczęśliwy, w kraju Bugisów odnajduje się jako dzielny obrońca, wierny przyjaciel, delikatny kochanek. Tubylcy otaczają go szacunkiem, wdzięcznością za pomoc i zabezpieczenie przed napastnikami, cenią sprawiedliwego tuana, który dba o kolorowych, choć sam jest białym człowiekiem. Zaufanie i oddanie Bugisów pozwala Jimowi odbudować utracone poczucie godności.

   Jak się okazuje – natury nie można pokonać. Jim na nowo staje się człowiekiem reagującym chaotycznie, bez wystarczającej analizy sytuacji, bez odrobiny ostrożności wobec obcego przecież człowieka, który swoim wyglądem wcale nie wzbudza zaufania. W imię ideałów młodości, wiary w honor białego, chęci pomocy głodnemu przybyszowi, tuan Bugisów znowu traci ostrość widzenia: niewłaściwie ocenia sytuację i kolejny raz dokonuje złego wyboru. Śmierć niewinnych ludzi tym razem stała się prawdą. Jim ma okazję do jeszcze jednego wyboru i tym razem podejmuje jedynie słuszną, choć trudną i znowu romantyczną decyzję. Idąc na śmierć z rąk Doramina nie tchórzy, ani nie ma wątpliwości, co powinien zrobić. Jest dumny, nieugięty, przekonany o przyjęciu właściwej postawy. Decyzja Jima nie dotyczy jednak tylko jego, wiąże się z porzuceniem ukochanej Jewel, która będzie odtąd na zawsze nieszczęśliwa. Jest to więc również rys kojarzący się z biografią bohatera romantycznego: niespełniona miłość i rozstanie z kochanką – tym razem z inicjatywy mężczyzny, w imię wyższej konieczności.

   Lord Jim jest postacią ukazaną z wielkim staraniem o szczegółową charakterystykę. Czytelnik może go poznać na różnych etapach jego życia, w różnych okolicznościach. Zawsze jednak jest to bohater, którego losy zdominowały bezwzględnie wyznawane zasady moralne, niekiedy usypiające jego czujność, którym sam nie potrafił sprostać. Jest to romantyk ukazany w różnych odcieniach takiej charakterystyki: cechuje go idealizm, jego psychika jest tajemnicą, wrażliwy na krzywdę, przeżywający miłość bez możliwości spełnienia się w życiu rodzinnym, wyobcowany, rozdrapujący rany własnego sumienia. Ze względu na pochodzenie i wychowanie jest Europejczykiem, angielskim gentlemanem, człowiekiem ukształtowanym według najlepszych wzorów. Drobiazgowo przedstawiony na początku utworu, jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, do końca pozostaje zagadką pod względem psychiki.9

   Ostateczna decyzja Jima jest konsekwencją postawy wobec Browna i jego bandy. Okazuje się, że nie potrafił się oderwać od obciążeń wywołanych przez tamtego Jima – sprzed lat. Wszystko przemawia przeciw ludziom, którym raz złamano kręgosłup, niezależnie od tego, co chcieliby czynić i co rzeczywiście czynią. Ta część człowieka zrasta się z wielkimi kłopotami. Zdaje się zresztą, że zrasta tylko teoretycznie.10 Taką filozoficzną refleksją podsumowuje    M. Komar, autor książki o dziełach Conrada, uwagi o losie Jima. Istotnie, dawnej skazy nie mógł nigdy całkowicie usunąć. Pęknięcie spowodowane reakcją na „Patnie” pozostanie na zawsze, nawet jeśli chwilowo się zabliźni lub uda się je ukryć. Element obrony Jima wnosi książka Wiesława Krajki11, który wyjaśnia postępowanie bohatera różnego typu izolacją. Na morzu, wśród bezkresnych wód, człowiek zawsze czuje się osamotniony, zdany na wąską grupę ludzi w podobnej sytuacji psychicznej. Patusan to obszar oddzielony od świata górami i tropikalną naturą, wobec której człowiek jest kruchą, drobną istotą. Chociaż Jim cieszy się szacunkiem, a nawet czcią, jest tu przecież nie u siebie, obcy, inny. Izoluje się także w sensie psychicznym (uciekając w sferę marzeń) i etycznym (dążąc do osiągnięcia ideałów zbyt wygórowanych).

   Prezentacja sylwetki tytułowego bohatera wskazuje na wyraźną tendencję do ukazania złożoności i niezwykłości ludzkiej psychiki – niepowtarzalnej i nie do odczytania przez drugą osobę. Warto dopowiedzieć, że człowiek sam dla siebie bywa – jak w przypadku, Jima – tajemnicą. Psychologiczno-moralny kształt powieści Conrada zasadza się w głównej mierze na takiej właśnie literackiej kreacji głównej postaci.

 

 

Postaci drugoplanowe

 

   Na początku tego rozdziału wypada uściślić pojęcie postaci drugoplanowej w odniesieniu do wyjątkowo istotnej osób Marlowa, Pojawia się prawie wszędzie, gdzie bywa główny bohater, lub przynajmniej zdobywa o nim rzetelne informacje. Można więc zaryzykować twierdzenie, że umieszczenie go w tej grupie postaci jest niewłaściwe. Dlatego proponujemy rozdzielenie tu obu funkcji, w jakich występuje Marlow w powieści Joseha Conrada. Marlow jako narrator zostanie bliżej przedstawiony w dalszej części opracowania, natomiast tu postaramy się ukazać go jako bohatera, uczestnika zdarzeń (oczywiście, jest to zabieg sztuczny, mający na celu jedynie bardziej przejrzyste ujęcie rozważań).

   Związki Marlowa z Jimem mają dosyć niezwykły charakter. Doświadczony kapitan angielski poznaje młodego oficera podczas jego procesu, obserwuje uważnie jego zachowanie, nawiązuje z nim bliższe kontakty i stara się mu pomóc w trudnej sytuacji.

   Skąd tak nagła sympatia i troska o losy przestępcy? Co tak bardzo ujęło Marlowa w osobie Jima? Odpowiedzią na te pytania może być przywołanie kolejny raz słów: Był jednym z nas. W losie i zachowaniu Jima na „Patnie”, a także później, podczas procesu, Marlow odnalazł między innymi siebie – człowieka honoru, o wielkich ideałach, dobrze wychowanego, taktownego, wykształconego, postępującego w życiu według kodeksu morskiego, którego założenia opierają się na etosie rycerskim.

   W stosunku do Jima Marlow jest powściągliwy, małomówny, pozwala mu „wygadać się” i stwarza do tego odpowiednie warunki. Chce go bliżej poznać, ale nie po to, by szukać sensacji, lecz by mu służyć pomocą. Marlow od początku rozumiał postawę Jima na procesie – tytułowy bohater nie tyle martwił się, że popełnił przestępstwo w świetle prawa, ale cierpiał z powodu niezgodności tego czynu z własnym sumieniem i ideałami. Od początku Marlow był przekonany, że Jimowi nie tylko trzeba, ale warto pomóc (jednocześnie zdawał sobie sprawę, że nie może tego nie zrobić – też przecież czuł się powołany do wspaniałych gestów). Ułatwił mu zdobycie, a potem zmianę pracy, powierzył go opiece Steina, którego uważał za człowieka najbardziej odpowiedniego do pomocy w tej sytuacji.

   Marlow tak bardzo interesował się losem Jima, że dwukrotnie, mimo licznych własnych obowiązków, spotkał się z nim (raz w jednym z portów, gdzie zatrudniono jego protegowanego, a drugi raz w Patusanie). Z jednej strony z sympatią i życzliwością starał się wesprzeć Jima, ułatwić mu normalne funkcjonowanie w społeczeństwie jednak z drugiej strony nękał go ciągły niepokój o tego wrażliwego nieudacznika. Nie do końca udało mu się go przejrzeć i zrozumieć. Był nadal zagadką – ciekawą i niebezpieczną. Kiedy więc Marlow odnalazł Jima w Patusanie otoczonego czcią i dobrobytem, szczerze się ucieszył jego sukcesami, psychicznym odrodzeniem. Uspokojony i radosny wrócił do swoich obowiązków. Wiadomość o tragicznych losach Jima dobiegła go po dwu latach. Poczuł się nią tak poruszony, że postanowił ją przekazać innym – ale tu już wkraczamy w rozważanie kompetencji Marlowa-narratora.

   Wśród postaci z powieści Conrada jednoznacznie negatywne rysy otrzymali biali członkowie załogi, którzy jako pierwsi, bez wahania i jakichkolwiek rozterek moralnych opuścili tonący statek z pielgrzymami. Postępowanie załogi jest niezgodne z prawem morskim, sprzeczne z zasadami obowiązującymi każdego marynarza. Ucieczka z „Patny” jest więc złamaniem podstawowych zasad etyki, jest zbrodnią. Wszyscy oni mają zapewne świadomość popełnienia przestępstwa. By uniknąć kary nie stawiają się na rozprawie. To kolejny haniebny, niehonorowy czyn następna ucieczka, tym razem od odpowiedzialności prawnej. Kapitan – Niemiec z Nowej Południowej Walii (32) jest tu przedstawiony jako odrażający typ, gwałtowny i wulgarny, skąpy i skłonny do awantur. Jest to otyły, ciągle zasapany, wzbudzający antypatię marynarz, który zupełnie nie przystaje do wyobrażeń Jima o ludziach morza uczestniczących we wspaniałych przygotowaniach i postępujących szlachetnie. Warto zwrócić uwagę na narodowość kapitana – Niemiec może być opojem i wulgarnym opasłym typem, Anglikowi taka charakterystyka nie przystoi.

   Odpowiednimi kompanami kapitana są dwaj mechanicy, również zadziorni, skłonni do wypitki, me zawsze akceptujący i wykonujący polecenia przełożonego. Było tak dlatego, ze łączyły ich jakieś tajemnicze, nieczyste interesy. Kapitan i starszy mechanik byli kamratami już od dobrych kilku lat; [...] Nadbrzeżna fama w ojczystym porciePatnygłosiła, że ci dwaj – w zakresie bezczelnych sprzeniewierzeń – „dokonali razem mniej więcej wszystkiego, co się tylko da pomyśleć”. Na oko źle byli dobrani; jeden miał tępe złe oczy i ospałe ciało o miękkich liniach, drugi był chudy, cały we wklęsłościach – o głowie długiej i kościstej niby u starej szkapy, o zapadłych policzkach, zapadłych skroniach i obojętnym, szklistym spojrzeniu zapadłych oczu (31-32). Wygląda jak kościotrup, pali fałszowany tytoń (32) o wyjątkowo nieprzyjemnym zapachu i wiadomo o nim, że za jakieś poważne przewinienia wylano go po prostu z okrętu (32). W krytycznej sytuacji na „Patnie”, płacząc i błagając Jima o pomoc, oskarżył go o tchórzostwo, podczas, kiedy sam drżał tylko o własne życie i zachowywał się jak rozhisteryzowane dziecko. Drugi mechanik natomiast lubił się przechwalać: Ja nie wiem, co to strach [...]. Nie boję się tej, psia mać, roboty na tym zgniłym pudle, do jasnej cholery! [...] ja to jestem chłop nieustraszony... (33-34). Język i sposób mówienia o sobie samym najlepiej charakteryzują tego człowieka. Wygląd zewnętrzny, cechy charakteru, zachowanie i język tych postaci stanowią konsekwentnie negatywną ich wizytówkę w powieści. Tym sposobem ich postępowanie podczas katastrofy statku jest jak najbardziej prawdopodobne. Przyłączenie się Jima do tak odrażających fizycznie i moralnie postaci jest dla niego dużym obciążeniem.

   Osobą, która na swój sposób stara się pomóc Jimowi podczas procesu jest sędzia Brierly, kapitan, dawny znajomy Marlowa, człowiek dobrze znający morze. Jako członek składu orzekającego winie i człowiek o nieposzlakowanej opinii dopuszcza się zaskakującego czynu: prosi Marlowa, by skłonił Jima do ucieczki, jest gotów przeznaczyć na to własne pieniądze. Wobec takiej postawy dojrzałego człowieka, reprezentanta prawa, Jim jawi się jako osoba znacznie bardziej uczciwa i honorowa. Zatopiony w myślach w gruncie rzeczy sądził samego siebie. Był człowiekiem bardzo surowych zasad, który wymagał od siebie być może u wiele więcej niż Jim. Niedługo po procesie popełnił samobójstwo (68). Nie był więc we własnych oczach kimś, kto powinien dalej żyć. Próba skłonienia Jima do ucieczki pozwala przypuszczać, że opinia o Marlowie była oparta na zewnętrznych pozorach. On sam wiedział o sobie coś, co nie pozwalało mu siebie usprawiedliwiać.

   Interesującą i ważną dla przebiegu zdarzeń postacią jest Stein. Długoletni znajomy Marlowa jest kupcem zarządzającym służą siecią handlową, znanym przyrodnikiem, badaczem i kolekcjonerem owadów, człowiekiem o romantycznym usposobieniu (weteran Wiosny Ludów), wrażliwym i delikatnym, a przy tym lubiącym przygody. Właśnie jemu, jako najbardziej odpowiedniemu spośród znajomych, Marlow wyjawia prawdę o kłopotach Jima. Stein nie tylko nie odmawia pomocy, ale od razu znajduje dobre rozwiązanie. Chociaż jest to bohater starszy wiekiem, wydaje się podobny do tytułowej postaci jest osobą o marzycielskim usposobieniu i samotnikiem. Jest to wreszcie jedyny bohater, który – jak się wydaje – rozumie Jima, jest jego „bratnią duszą”, często nazywa go romantykiem. Właśnie Stein otacza opieką Jewel po śmierci ukochanego. Jego słowa o konieczności odejścia i opuszczenia wszystkiego, co było mu bliskie, zamykają powieść. Stein, który zaproponował Jimowi pracę na wyspie, przejmuje teraz troskę o losy Klejnotu, ale równocześnie sam spełniony zawodowo i naukowo (w tym inny od romantyka Jima) – poddaje się myślom o samotności i śmierci. Jest to (obok Jewel) postać moralnie czysta i piękna.

   W gronie ludzi, których Jim spotyka w Patusanie jest pięć osób o różnym rysunku charakterologicznym, które w szczególny sposób wpływają na losy tytułowego bohatera. Pierwszeństwo ze względu na pozycję w tym społeczeństwie należy się Doraminowi. Jako naczelnik plemienia Bugisów sam nie umie sobie poradzić z wewnętrznymi kłopotami, nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa swojemu ludowi. Docenia postawę i oddanie przybysza. Ze względu na poręczenie (pierścień od Steina) obdarza go szczerym zaufaniem. Nie obawia się o swoją pozycję, ani nie buntuje przeciwko temu, że lud wynosi Jima do rangi przywódcy. Nie ma do niego niechęci z powodu odmiennego koloru skóry (biali wyrządzili Bugisom wiele krzywd). Doramin okazuje się człowiekiem wielkiej życiowej mądrości, okazuje Jimowi życzliwą pomoc i akceptuje jego przyjaźń z synem. Śmierć Daina odmienia stosunek naczelnika plemienia do przybysza, budzi jego gniew i chęć odwetu – zgodną z panującymi w tym kraju zwyczajami. W momencie strzału jest dziki i brutalny, powodowany bólem po stracie jedynego syna.

   Dain Waris, młody inteligentny, szlachetny i odważny od początku znajomości dostrzega w protegowanym Steina kogoś, kto może odmienić zły los prześladujący Bugisów. Współpracuje z nim, wspiera go w walce z wrogiem, jest lojalnym, wiernym przyjacielem na dobre i złe, obdarza Jima bezgranicznym zaufaniem doceniając jego spryt, doświadczenie i taktykę w działaniu. Jak widać, Dain Waris jest oddany swojemu ludowi i gotów na wszystko dla przyjaciela.

   Piękna i mądra Jewel, nazwana przez Jima Klejnotem, jest osobą obciążoną przykrą przeszłością. Ma w sobie wiele dziewczęcego wdzięku i delikatności, jest otwarta, emanuje ciepłem, a przy tym bywa zamyślona i jakby zaniepokojona. Obdarza Jima żarliwym uczuciem, ale domyśla się i przeczuwa, że jest coś, co pochłania jego uwagę, coś z przeszłości, o której prawie nic nie wie. Nie może mu więc pomóc w pozbyciu się uporczywych wspomnień, nigdy nie będzie mogła do końca go poznać. Miłość Jima jest jej szansą na oderwanie się od własnych niedawnych problemów. Jako wychowanica (córka żony) Corneliusa żyła w ciągłym napięciu obserwując cierpienia matki uwikłanej w związek z bezwzględnym brutalem. Decydując się na pójście do Doramina po śmierć Jim nie tylko sam pozbawia się osobistego szczęścia, ale przede wszystkim unieszczęśliwia kochającą go dziewczynę. Ostatni akapit narracji ukazuje sytuację Klejnotu po tragicznych zdarzeniach: biedna dziewczyna prowadzi w domu Steina głuche, martwe życie (440). Barbara Kocówna, autorka popularnego opracowania krytycznego powieści Lord Jim oraz opowieści biograficznej o Conradzie, zwraca uwagę na symboliczne znaczenie tej postaci: Kreacja Jewel, pełna wyrazu, życia i namiętności, ma też w powieści znaczenie symboliczne. Ciągły niepokój dziewczyny zapowiada klęskę w finale powieści. Ona tylko jedna, mimo że jest postacią przepełnioną światłem, skupia w sobie wszystkie cienie przeczuć, wątpliwości, niedowierzania i smutku.12

   Wyjątkowo złym i niegodziwym człowiekiem jest Cornelius, Portugalczyk osiadły na wyspie, przed przyjazdem Jima zatrudniony jako dyrektor stacji handlowej. Jest to człowiek bezwzględny, okrutny i brutalny, budzący strach i posłuch nie tylko u podporządkowanej mu Jewel, ale także u Bugisów. Przybycie Jima wiąże się z degradacją społecznej pozycji Corneliusa. Z konieczności ustępuje, ale czeka na możliwość odwetu. Cornelius uosabia złego, niemoralnego kolonizatora-wyzyskiwacza.13 Wraz z pojawieniem się na wyspie Browna odżywają dawne urazy i Cornelius próbuje podstępnie, przy pomocy bandy przestępców, nawet za cenę przelewu krwi tubylców, załatwić swoje porachunki. Ostatecznie doprowadza do skutku swoje plany, ułatwia przejście ludziom Browna i doprowadza do ataku na oddział Daina Warisa. Nie liczy się z konsekwencjami (w ogóle nie rozważa zabójstwa jako czynu zbrodniczego), kieruje się wyłącznie prywatą i chęcią zemsty.

   Brown jest dobrym „współpracownikiem” Corneliusa. Obaj działają według podobnych zasad. Przywiodła go na wyspę chęć zdobycia skarbu. Jest przestępcą i złodziejem na wielką skalę (uprowadzenie szkunera), nie ma żadnych oporów moralnych przed zabijaniem i kradzieżą. Wykorzystuje intuicję i doprowadza do uśpienia czujności Jima. Bez najmniejszych oporów oszukuje go, gdy przekonuje się, że na pomoc w podbiciu tubylców nie będzie mógł liczyć. Honor i dane słowo nie ma dla niego żadnej wartości. Brown jest zaprzeczeniem cech dobrze wychowanego Europejczyka. Bez skrupułów wykorzystuje szlachetność Jima, który chciał mu pomóc i obdarzył zaufaniem. Morderca Brown dostrzega natychmiast szczelinę w postawie obronnej Jima: litość wynikłą z pamięci o własnym upadku. Bezwzględnie potępiając Browna Jim potępiłby i siebie; skoro jemu, Jimowi, danym było wytrwałą pracą i poświęceniem odkupić dawny błąd – to nie wolno odmawiać takiej możliwości i Brownowi.14 Jest to postać, która reprezentuje tu zdecydowanie „czarny charakter” i stanowi motor zdarzeń dopełniających los Jima.

 

 

Czas i miejsce akcji

 

   Lord Jim charakteryzuje się zaburzeniem chronologii zdarzeń. Ich przedstawienie nie jest uporządkowane według kolejności, w jakiej miały miejsce. Są one względem siebie przestawiane i dopiero po lekturze całości czytelnik może je sobie w myśli ułożyć po kolei. Taki sposób operowania czasem prowadzi do urozmaicenia toku opowieści, wzmaga zainteresowanie odbiorcy, a przede wszystkim pozwala bardziej wielostronnie ocenić przedstawione zdarzenia, w różnych aspektach, z różnych perspektyw15. Kazimierz Wyka zauważył w szkicu Czas powieściowy, że Conrad pierwszy w historii powieści wprowadził zamierzone podkreślanie różnicy pomiędzy czasem zdarzeń a czasem narracji. Jest ono zasadniczą funkcją tej formy powieści-opowiadania i uwydatnia wrażenie powolnego zbliżania się do przedmiotu opisu. Jim ukazuje się nam jakby coraz bliższy, coraz mniej zmieniony przez perspektywę – nie po prostu odsłaniany po kawałku, jak to bywa w tradycyjnie zbudowanych powieściach psychologicznych.16

   Najpierw poznajemy Jima jako akwizytora, a przy tym narrator ukazuje jego wygląd zewnętrzny, pochodzenie, środowisko rodzinne, zdarzenie podczas szkolenia oraz pierwsze obowiązki zawodowe. Rozdział szósty ujawnia fragmenty procesu, ale tylko wyostrza ciekawość czytelnika, bowiem zasadniczo przedstawia okoliczności wypadku z perspektywy oficjalnej, z punktu widzenia prawa. W czas trwania procesu wprowadzona jest opowieść zakorzeniona w przeszłości – Jim odsłania fakty w osobistej, bardziej emocjonalnej formie i z perspektywy człowieka uwikłanego w nie bardziej niż pozwala stwierdzić postępowanie sądowe. Dopiero po odsłonięciu dramatycznych zdarzeń na „Patnie” następuje próba wyjaśnienia wszelkich okoliczności, które poprzedziły wypadek. Ciągle jednak ta szczególna noc i decyzja o skoku do łodzi odnawia się w pamięci bohatera i jest wspomnieniem, które kształtuje dalsze losy Jima: ucieczki, nowe miejsca pracy. Bardziej uporządkowana – jeśli chodzi o chronologię zdarzeń – jest część „patusańska”, ale i tu nie brakuje wycieczek w przeszłość (np. losy Klejnotu przed przybyciem na wyspę Jima).

   Zasięg przestrzenny działań tytułowego bohatera jest imponujący. Bywa w miejscach od siebie bardzo odległych, w środowiskach bardzo zróżnicowanych pod względem kulturowym i cywilizacyjnym oraz przyrodniczym. Zmiany te są często sygnalizowane ogólnie, bez podawania konkretnej nazwy portu czy szczegółowego określania morskich okolic lub tylko przy pomocy samej nazwy miejsca: I tak w ciągu lat znano Jima kolejno w Bombaju, Kalkucie, Rangunie, Penangu, Batawii [...] (13). Tam jednak, gdzie takie dane są potrzebne (np. by dopełnić obraz miejsca ogólną wiedzą czytelnika o ukazanych rejonach lub bliżej wyjaśnić sytuację bohatera), czytelnik może dowiedzieć się o geograficznym położeniu miejsca. Tak jest w przypadku Patusanu, o którym narrator mówi, że jest to najbardziej wysunięta wyspa Archipelagu Malajskiego o tropikalnym klimacie, kształtującym bujną roślinność, wśród której żyją ludzie kolorowi o żywiołowym usposobieniu i „ognistym” temperamencie. Warto dodać, że opisom miejsc towarzyszą uwagi o przyrodzie, które zazwyczaj wiążą się ż relacjami o uczuciach bohaterów (np. skłębienie i huk fal morskich współgrają ze stanem ducha Jima, potęga roślinności tropikalnej i góry położone na, wyspie otoczonej wodą oddzielają białego przybysza od reszty świata i pogłębiają poczucie izolacji).

   Kreacja przestrzeni w powieści Josepha Conrada służy również głębszej motywacji czynów bohatera. Spokojne dzieciństwo i młodość Jima związane z lądem kształtują marzyciela i romantyka o wysokich ideałach. Pobyt na morzu (nowe warunki, sytuacja oderwania od stałego lądu, brak możliwości wyswobodzenia się z tej sytuacji) pozwala poznać Jima, którego wyobrażenia o nim samym weryfikuje rzeczywistość (ciężka praca, poczucie osamotnienia). Patusan i pobyt wśród kolorowych (obcych) pozwala mu odnaleźć w sobie organizatora życia społecznego, cieszyć się miłością Jewel – miejscowej piękności, namiętnej i atrakcyjnej, ale nie rozumiejącej i nie znającej problemów Jima; Tu – ze względu na obowiązujące zwyczaje – musi ponieść śmierć. Patusan jest tym szczególnym miejscem, w którym możliwa jest konfrontacja dwu światów, dwu odmiennych kultur. Chociaż spryt i podstęp cywilizowanego białego człowieka zwycięża, to przecież w sensie moralnym tryumf jest po stronie prostych, uczciwych, żyjących w zgodzie z naturą ludzi z plemienia Bugisów.

   Różnorodność w zakresie kształtowania czasu i przestrzeni jest czynnikiem wspomagającym motywację działania postaci i pogłębiającym interpretację wydarzeń. Koresponduje ze złożonością psychiki głównego bohatera.

 

 

Sposób prowadzenia narracji i kompozycja powieści

 

   Narracja i kompozycja powieści Lord Jim od początku zwracały uwagę krytyków. Dostrzegano nowe rozwiązania, komentowano sposób prowadzenia opowieści, zwracano uwagę na uporządkowanie różnych elementów utworu. W przedmowie poprzedzającej tekst powieści autor odpowiada na zarzuty krytyków. Dowodzili, iż nikt nie mógłby przez tak długi czas opowiadać ani też słuchać tak długo (7). Conrad przyznaje, że początkowo planował napisać nowelę, ale temat wymagał obszerniejszej formy. Autor stara się uzasadnić rozmiary partii narracyjnych [...] i pod zwrotnikami i w klimacie umiarkowanym ludzie siadują nieraz późno w noc,snując opowieści”. Wprawdzie Lord Jim jest tylko jedną opowieścią, ale zachodzą w niej przerwy dające możność odpoczynku; a jeśli chodzi o wytrzymałość słuchaczy, trzeba przyjąć założenie, że opowieść b y ł a zajmująca (7).

   Obowiązki narratora autor powierzył jednej z postaci – Marlowowi. Jest to bohater w starszym wieku, kapitan, autorytet w sprawach morskich, człowiek cieszący się powszechnym uznaniem i dobrą opinią. Taka osoba mogła więc gwarantować rzetelność relacji, wywoływać u czytelnika wrażenie prawdziwości przekazu dotyczącego osobistych wynurzeń Jima i jego losów. Było to potrzebne dlatego, że utwór (oparty na autentycznym fakcie opuszczenia tonącego statku przez członków załogi) podejmował zagadnienia o wielkiej doniosłości moralnej, a równocześnie nie pretendował do łatwych ocen i kwalifikacji postępowania tytułowego bohatera. Marlow stara się więc opowiadać zdarzenia i koleje życia Jima z troską o obiektywizm, o ukazanie faktów i rożnych punktów widzenia.

   Początkowe partie tekstu prowadzone są bezosobowo, bez bliższego określenia instancji mówiącej. Informacje o pochodzeniu, młodości, szkoleniu i pierwszych morskich obowiązkach zawodowych są jakby wprowadzeniem odautorskim, zaś kompetencje opowiadającego są duże – te partie tekstu prowadzone są przez narratora wszechwiedzącego. Dopiero później czytelnik orientuje się, że pochodzą od opowiadacza, który z relacji Jima i osób z nim zaznajomionych ułożył mozaikę treści wyjaśniającej czytelnikowi wszystko co będzie istotne w dalszej lekturze. Styl opowiadania bliski jest ujęciu gawędziarskiemu – to jeszcze jeden czynnik wzmagający wrażenie autentyczności. Zakończenie jest jakby prezentacją informacji zebranych po wyjeździe Marlowa z Patusanu.

   Narrator przekształca się w opowiadacza relacjonującego zdarzenia w pierwszej osobie i nie ujawnia się już jako wszechwiedzący. Przyznaje się nawet do tego, że nie potrafił do końca poznać Jima, nie udało mu się też wyjaśnić (może dlatego, że sam tytułowy bohater nie potrafił) motywów postępowania na „Patnie” i mechanizmów działania psychiki ludzkiej w różnych, często niebezpiecznych, sytuacjach. Ta pozorna słabość narratora jest w gruncie rzeczy jego siłą, bo przecież utwór prowadzi do ukazania owej tajemnicy, nieodgadnionego obszaru psychiki, czegoś nieprzewidywalnego dla samego Jima.

   Narracja nie porządkuje zdarzeń według zasady chronologii, nakłada na siebie różne perspektywy czasowe i punkty widzenia. W związku z tym Marlow buduje swoją opowieść w oparciu o wyznania Jima oraz opinie i relacje innych postaci. Przetwarza opowieści usłyszane i przekazane w formie listu. Dba o możliwie pełną charakterystykę postaci tytułowej i takie ukazanie innych osób, by wywołać efekt indywidualizacji postaci. Relacja dotycząca zdarzeń trzyma w napięciu uwagę czytelnika, ale większe znaczenie dla atrakcyjności powieści ma nabudowana na nich analiza przeżyć Jima.

   Lord Jim jako osiągnięcie techniki powieściowej zawiera prawie wszystkie ulubione pomysły Conrada: obok techniki przesuwania czasu mamy użycie symbolu, świadomość szczegółu wyobraźniowego, użycie mowy zależnej, zestawienie charakterów i sytuacji oraz przechodzenie w opowiadaniu od przeszłości do teraźniejszości.17 Barbara Kocówna zwraca uwagę na rozpadanie się utworu na dwie części, z której pierwsza ukazuje Jima w czasie (okres spędzony na morzu), zaś druga w przestrzeni (prowadzi życie osiadłe). W powiązaniu z ową dwudzielnością występują tu dwie koncepcje romantycznej postawy: zatopienie w marzeniach (źródło klęski moralnej) i wierność ideałom honoru i obowiązku (śmierć równoznaczna ze zwycięstwem etyki).18

   Badacz dzieła Josepha Conrada, Andrzej Zgorzelski, dostrzega rozszczepienie narracji na cztery poziomy: I – zdarzenia fabularne, II – różne punkty widzenia (Jima, Marlowa-postaci, i innych bohaterów), III – punkt widzenia Marlowa-narratora, IV – narrator (podmiot literacki) kierujący swoje uwagi do adresata.19 Narrator sięga do metaforyki światła i ciemności, posługuje się przyrodą w interpretacji przeżyć bohaterów, kontrastuje społeczeństwa pod względem etyki, powołuje znaczenia symboliczne (np. pierścień upadający z ręki Jima i toczący się pod nogi Doramina, jako złowróżbna zapowiedź przyszłych losów postaci tytułowej; symbolika skoku), zależnie od potrzeb manipuluje czasem i nastrojem. Realizm jest tu przetykany środkami bliskimi obrazowaniu poetyckiemu. Ta złożoność i różnorodność w zakresie kształtowania narracji (a także dialogu) ujęta jest w karby porządku – poszczególne części są z sobą odpowiednio powiązane i z żadnej nie można zrezygnować.

   Powieść Conrada kojarzono z tragedią antyczną. Istotnie, sposób prezentacji problematyki moralnej (zagadnienie tragicznego wyboru) jest wystarczającą podstawą do takiej analogii, ale oprócz niej warto wspomnieć tu o formie. Lord Jim samą konstrukcją fabularną: zawiązaniem, rozwojem akcji, zawieszeniem katastrofy tuż przed zakończeniem i patetycznym finałem przypomina klasyczną tragedię. Jednym z jej podstawowych czynników była nieuchronność losu.20 Nie jest to jednak tradycyjnie pojmowane fatum (działanie sił pozaziemskich) – stwierdza dalej Z. Najder, badacz twórczości Conrada – ale efekt techniki literackiej ( wrażenie nieuchronności zdarzeń uzyskane poprzez ich realistyczną motywację zespoloną z tajemniczością).

   Osią zdarzeń w obu częściach powieści jest osoba głównego bohatera (jego psychiczna konstrukcja). Niejednoznaczność, tajemnica, brak zdecydowanej oceny postępowania to elementy prowadzące do aktywnego odbioru: czytelnik dopełnia wizję postaci i przebieg akcji własną inwencją interpretacyjną. W pewnym stopniu ułatwiają ją podbudowane psychologią losy bohatera-tułacza nękanego wyrzutami sumienia w części pierwszej, zaś w drugiej – tło społeczne z rysem obyczajowym i opisami przyrody na egzotycznej wyspie.

 

 

Różne interpretacje Lorda Jima

 

   W tej części opracowania przywołamy kilka wariantów interpretacji powieści, które pojawiały się w wypowiedziach krytyków i badaczy literatury. Stefan Zabierowski przedstawił je w artykule Pięć interpretacjiLorda Jima”.21

   Po pierwsze, przede wszystkim dostrzegano związki fabuły z realiami pracy na morzu i organizacji społeczeństwa prymitywnych kolorowych ludzi, a więc – z elementami rzeczywistości poznanej przez autora podczas morskich podróży i pobytu w różnych portach. Przywoływano również pewne fakty związane z biografią Conrada, zwłaszcza częste zmiany miejsca, liczne podróże, pracę na statkach pływających w obszary wód wymienione w utworze. Pewne szczegóły dotyczące miejsc akcji i obowiązków zawodowych bohatera łatwo skojarzyć z danymi o życiu autora książki.

   Druga interpretacja, której sprzyjali przede wszystkim krytycy polscy, odwoływała się do rzekomego kompleksu winy Conrada, który opuścił ojczyznę i długo rozpamiętywał swoją decyzję. Takie głosy wzmogła fala komentarzy opublikowanych w polskiej prasie. Zarzucano Conradowi sprzedawanie talentu obcym, wyrzeczenie się ojczystego kraju i języka, oderwanie od Polski w sytuacji jej niewoli. Najbardziej ostrą i demagogiczną w tonie wypowiedź sformułowała Eliza Orzeszkowa, pisarka ciesząca się dużym autorytetem. Podobne, ale łagodne w wymowie, interpretacje ukazywały się też w prasie angielskiej. Wedle G. Morfa, skok Jima jest alegorycznym przedstawieniem sytuacji, w jakiej znajdował się – w określonym momencie swojej biografii – Conrad. Tonącym statkiem była Polska. Nawet nazwy statku i kraju brzmią – szczególnie w języku polskim – analogicznie. Polska miała przestać istnieć w krótkim czasie. Po klęsce powstania 1863 roku nie było dla naszego kraju żadnej nadziei. [...] MaszynyPatnyzostały zatrzymane, co oznaczało w Conrudowskim symbolicznym języku, że przestał istnieć powstańczy rząd polski. Właśnie w tym momencie przełożeni Jima nakazali mu opuszczenie statku, ale Jim długo zwlekał zeskokiem”. W istocie rzeczy wuj Conrada [Tadeusz Bobrowski] ponad siedem lat nalegał na siostrzeńca, by ten przyjął poddaństwo brytyjskie. Ostatecznie, powieściowy Jim ustąpił iskoczył”, co oznaczało w Conradowskim szyfrze, że autor przyjął obywatelstwo angielskie.22

   Jak widać klucz biograficzny stał się dominujący w dwu wymienionych modelach interpretacji Lorda Jima. Nie wszyscy krytycy ulegali tej tendencji. Zwracano również uwagę na moralną wymowę utworu bez kojarzenia jej z pochodzeniem i losem autora. W takim ujęciu opowieść o losach bohatera postawionego w sytuacji wyboru, ukazanego poprzez złożoność jego psychiki, reagującego jakby wbrew sobie jest próbą refleksji o zbrodni, poczuciu winy, karze i rehabilitacji oraz o powrocie do dawnych ideałów uważanych za cenne i godne realizacji. Taki odbiór powieści Conrada można było pogodzić również ze stanowiskiem umawianym wyżej. Ukazywał on szeroką perspektywę moralną dzieła z odwiecznym problemem zbrodni, kary i próby odkupienia.

   Mniej zwolenników miała interpretacja Lorda Jima jako dzieła sztuki literackiej. Podkreślano ciekawą strukturę, interesujący sposób prowadzenia narracji, splot różnych perspektyw oceny Jima, psychologiczno-obyczajowy i sensacyjny charakter utworu i jego moralną wymową wynikającą z losów bohatera. Takie spojrzenie na powieść dawało okazję do dyskusji o wartości prozy Conrada (pojawiały się zarzuty, np. zbyt długie partie narracyjne, a także próby obrony oryginalnego ujęcia epickiego). Za H. Bergsonem próbowano określać moralność Jima jako statyczną lub dynamiczną. Ta druga wydaje się bardziej uzasadniona, bowiem opiera się na założeniu, że jest zależna od inicjatywy, aktywności bohatera.

   Kolejny wariant interpretacyjny ma charakter syntetyczny lub synkretyczny (określenie Stefana Zabierowskiego). W nim zawierają się wszystkie wymienione ujęcia. Podbudową takich refleksji było osadzenie utworu w kontekście kulturowym i filozoficznym. Ta interpretacja – synteza różnych możliwości odbioru dzieła – prowadzi do ukazania złożoności przedstawionej w nim problematyki. Właśnie dzięki niej powieść zyskała sobie czytelników nie tylko w Polsce, gdzie, oczywiście, zyskuje dodatkowe odcienie znaczeniowe i pozwala na ogólne zagadnienia moralne nałożyć treści kojarzące się z losem Conrada i jego ojczystego kraju.

 

 

Sytuacje conradowskie – nawiązania literackie

 

   Powieść Lord Jim należy do najbardziej znanych utworów tego autora. Po publikacji natychmiast wywołała reakcję krytyków literackich i czytelników. W Polsce była szeroko dyskutowana w aspekcie polskości Conrada i powiązania treści utworu z losem autora – wspominaliśmy o tym wyżej. Dziedzictwo Conrada w polskiej twórczości literackiej stało się tematem książki Stefana Zabierowskiego23, który odkrył wiele przykładów inspiracji i wpływów spuścizny tego autora w literaturze polskiej. Sięgnijmy po kilka sugestii.

   Stefan Żeromski był krytykiem Conrada, ale gdyby nie fascynacja autora Ludzi bezdomnych dorobkiem i osobowością angielskiego pisarza, recepcja twórcza Conrada w Polsce z pewnością wyglądałaby inaczej. Wit Tarnawski, senior polskich conradystów, uprawiał działalność krytyczną i przekładową. Jej rezultatem była charakterystyczna koncepcja osobowości Conrada, która oddziaływała na pisarzy polskich w kraju i na emigracji. Maria Dąbrowska, Antoni Gołubiew i Jerzy Andrzejewski pozostawali w pewnych fazach ewolucji swojej twórczości pod silną presją conradowskich konwencyj, a zarazem uprawiali, choć w różnych rozmiarach, eseistykę i krytykę o tematyce conradowskiej. Niektóre wiersze skamandrytów są trudno rozumiane, jeśli pominie się kontekst specyficznie polskich sporów o Conrada, a pewne obszary poezji (i prozy) autorów pokolenia wojennego domagają się także interpretacji z punktu widzenia conradowskiego ethosu. Dialog z tradycją conradowską odgrywa doniosłą rolę w dorobku pisarskim Jana Józefa Szczepańskiego, a pisarz ten znany jest także jako tłumacz powieści Smuga cienia i Nostromo.24

   Przywołajmy pojęcie „sytuacji conradowskiej”, wykorzystywane dla ukazania momentu i okoliczności trudnego, tragicznego wyboru. Bohater nie ma przed sobą żadnego szczęśliwego rozwiązania, podejmuje decyzję o wielkim ciężarze moralnym zgodną z jego ideałami, wpojonymi zasadami postępowania, wiedząc, że taki wybór wiąże się z wielkim ryzykiem lub wręcz z perspektywą śmierci. Jan Józef Szczepański w eseju filozoficznym W służbie Wielkiego Armatora25 zastanawia się nad owym symbolicznym „skokiem” Jima – czy sam obroniłby się przed taką pokusą, czy byłby zdolny zostać na statku i podjąć (jak się wydawało beznadziejną) próbę ratowania ludzi. „Sytuacja conradowska” nie ma nic wspólnego z komfortem bezpieczeństwa i wygody, wymaga wyrzeczenia najwyższej rangi, jednak odstąpienie od moralnie słusznego wyboru nie pozwoli na spokojne życie – wyrzuty sumienia, szukanie okazji do naprawienia winy, psychiczne osaczenie poczuciem osobistej klęski to wielkie nieszczęście tego, który wybrał złe rozwiązanie. Jan Józef Szczepański przywołuje przykład kolegi, Jurka, żołnierza Armii Krajowej, który zrezygnował z ukrycia (groziło mu aresztowanie) po przeczytaniu Lorda Jima i przypłacił życiem powrót do Warszawy. Jakiś niepokonany imperatyw moralny skłonił go do decyzji, która z praktycznego punktu widzenia była wytworem szalonego umysłu. Obciążenie Polaków tradycją romantyczną, wzór Jima, który również z niej wyrasta, to źródła heroizmu młodych ludzi podczas drugiej wojny światowej. Właśnie Conrad był autorem szczególnie chętnie czytywanym w tym czasie.

   Do polskiego narodu, niejednokrotnie uwikłanego w tzw. „sytuacje conradowskie” (wojna, komunistyczny totalitaryzm) Conrad przemawiał wzorem bohatera, który jednak ostatecznie wie, jak – mimo wszystko – należy się zachować. W takich okolicznościach ginęli warszawscy powstańcy i bronili swoich racji więźniowie łagrów nie przyznający się do wymyślonych win, uwięzieni w Polsce patrioci poddawani okrutnym torturom (jak, np. Kazimierz Moczarski, autor słynnych Rozmów z katem). Trudno wymieniać konkretne przykłady literackie, dość wspomnieć, że większość utworów okresu wojny ukazuje los pokolenia Kolumbów właśnie tak – musieli walczyć, bo tak było trzeba postępować, bo w takim momencie postawiła ich wobec życiowych wyborów historia, por. np. wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego czy Tadeusza Gajcego. Przed takim wyborem stawali również Niemcy: posłuszeństwo rozkazom czy sprzeciw wobec ludobójstwa? (por. także bohaterów dramatu Leona Kruczkowskiego Niemcy). Może stanąć przed nim każdy człowiek, także wiek po napisaniu Lorda Jima i ponad pół wieku po wojnie. W każdej sytuacji wierność zasadom i wyznawanej hierarchii wartości to podstawa wewnętrznego spokoju i moralnego ładu, od którego zależy bardzo wiele.

 

 

Przypisy

 

1.      A; Kowalska, Conrad i Gombrowicz w walce o swoją wybitność, Warszawa 1986, s. 21-22.

2.      S . Zabierowski, Dziedzictwo Conrada w literaturze polskiej XX wieku, Kraków 1992, s. 7-16.

3.      Informacje biograficzne wykorzystane w tym rozdziale oparto głównie na publikacjach: R. Jabłkowska, Joseph Conrad 1857-1924, Wrocław 1961; Z. Najder, Życie Conrada Korzeninwskiego, t. 1-2, Warszawa 1996.

4.      Z. Najder, dz. cyt., s. 334.

5.      Cytaty z powieści pochodzą z wydania: Joseph Conrad, Lord Jim, tłum. Aniela Zagórska, Warszawa 1973 . W nawiasach podano numery odpowiednich stron.

6.      R. Jabłkowska, dz. cyt., s. 215.

7.      Z. Najder, Nad Conradem, Warszawa 1965, s. 108.

8.      R. Jabłkowska, dz. cyt., s. 215.

9.      Por. Z. Najder, Nad Conradem, dz. cyt., s. 99.

10.  M. Komar, Piekło Conrada, Warszawa 1978, s. 135.

11.  W. Krajka, Kształty izolacji i etosu Conradowskich bohaterów, Lublin 1981, s. 35-90.

12.  B. Kocówna, Lord Jim Josepha Conrada, Warszawa 1969, s. 52.

13.  Por. W. Krajka, dz. cyt., s. 193.

14.  Z. Najder, Nad Conradem, dz. cyt., s. 110.

15.  Por. tamże, s. 105.

16.  Tamże, s . 106 .

17.  B. Kocówna, dz. cyt., s. 47.

18.  Por. tamże, dz. cyt., s. 44.

19.  A. Zgorzelski. O kompozycji Lorda Jima uwag parę, w: O kompozycji tekstu Conradowskiego, pod red. A. Zgorzelskiego, Gdańsk 1978, s. 85-96.

20.  Z. Najder, Nad Conradem, dz. cyt., s. 106.

21.  S . Zabierowski, Pięć typów interpretacjiLorda Jima” w: Studia Conradowskie, pod red. S. Zabierowskiego, Katowice 1976, s. 97-113.

22.  Tamże , s. 101.

23.  S. Zabierowski, Dziedzictwo Conrada w literaturze polskiej XX wieku, Kraków 1992.

24.  Tamże, s. 5-6.

25.  J. J. Szczepański, W służbie wielkiego Armatora, w: Przed nieznanym trybunałem, Warszawa 1975, s. 5-30.

 

 

 

 

 

 

 
   
Reklama  
   
Linki  
  CKE
Kuratorium Oświaty w Lublinie
ZSP w Łaszczowie
 
Biblioteki  
  Szkolna Biblioteka Internetowa
Polska Biblioteka Internetowa
 
Polecam  
  Kultura
Serwis humanistyczny
Cogito
Racjonalista
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=